Bitcoin znów znalazł się w centrum debaty o bezpieczeństwie sieci w erze komputerów kwantowych. Analitycy Bernsteina uważają jednak, że rynek w dużej mierze zdążył już uwzględnić ten strach w cenie, a deweloperzy wciąż mają czas, by przygotować sensowną ścieżkę aktualizacji.

  • Bernstein uważa, że spadek BTC o niemal 50% od szczytu 126 198 USD z października 2025 r. częściowo odzwierciedla już obawy związane z komputerami kwantowymi.

  • Według firmy zagrożenie jest realne, ale nie ma charakteru natychmiastowego ani egzystencjalnego.

  • Kluczowym wyzwaniem pozostaje nie sama technologia, lecz osiągnięcie konsensusu w społeczności Bitcoina.

Rynek nie ignoruje scenariusza kwantowego

W najnowszej nocie Bernstein wskazał, że obecna słabość bitcoina nie wynika wyłącznie z makroekonomii czy sentymentu do aktywów ryzykownych. Część inwestorów zaczęła już wyceniać również długoterminowe ryzyko związane z rozwojem komputerów kwantowych.

Zdaniem analityków nie jest to jednak zagrożenie, które podważa dziś sens istnienia sieci. To raczej problem, który trzeba potraktować poważnie, ale który nadal da się opanować.

Bernstein zwraca uwagę, że z jednej strony postęp w obliczeniach kwantowych i AI przyspiesza, ale z drugiej rozwijają się też technologie prywatności, dowody zerowej wiedzy oraz kryptografia odporna na ataki postkwantowe. Innymi słowy: wyścig trwa po obu stronach.

Google znów rozpalił debatę

Nowa fala dyskusji pojawiła się po publikacji badaczy Google’a, którzy zasugerowali, że przyszłe komputery kwantowe mogłyby złamać kryptografię opartą na krzywych eliptycznych przy użyciu mniej niż 500 tys. fizycznych kubitów w określonych architekturach.

W debacie wrócił też scenariusz, według którego odpowiednio zaawansowana maszyna kwantowa mogłaby złamać prywatny klucz Bitcoina w około dziewięć minut, czyli szybciej niż wynosi średni czas wydobycia nowego bloku.

To właśnie ten wątek ponownie uruchomił pytanie: jak szybko Bitcoin potrzebuje praktycznej, uzgodnionej ścieżki migracji do rozwiązań postkwantowych?

Bernstein uważa, że sieć nadal ma na to od trzech do pięciu lat. Problem nie polega więc na tym, że czasu już nie ma. Problem polega na tym, czy społeczność zdoła się porozumieć odpowiednio wcześnie.

Najtrudniejszy problem nie jest techniczny

W raporcie pojawiło się odniesienie do BIP-360, czyli propozycji ulepszenia Bitcoina, która zakłada wdrożenie typu wyjścia Pay-to-Merkle-Root. Taka zmiana mogłaby ograniczyć część ryzyk związanych z podatnością Taproota na przyszłe ataki kwantowe.

Bernstein zaznacza jednak wyraźnie, że BIP-360 nie rozwiązuje całego problemu. Nie wprowadza bowiem pełnych podpisów postkwantowych, a jedynie redukuje część ekspozycji.

Arthur Breitman z Tezosa i Zach Pandl z Grayscale podkreślają z kolei, że największą przeszkodą nie jest dziś sama inżynieria, lecz koordynacja społeczności. Technologię można przygotować relatywnie szybko. Trudniej skłonić miliony użytkowników, firmy, emitentów ETF-ów i operatorów infrastruktury do uzgodnienia wspólnej ścieżki działania.

W przypadku Bitcoina to właśnie społeczny konsensus może okazać się trudniejszy niż kod.